Kolejna porcja okołopelohowych wyznań

  • 11
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Rozluźnienie mięśni i ścięgien. Ciepło rozchodzące się po ciele; jakby coś ukłuło; drgania. Po zabiegu przez około 2 tygodnie ciepłe nogi (a na co dzień zimne). Ogólna poprawa krążenia. Przeszedł ból w lewej ręce, ból stawów i kręgosłupa.

Gdy znalazłam ofertę twojego masażu w internecie, wiedziałam, że chcę się na niego wybrać. Długo musiałam czekać, bo były wakacje i nie było Cię w Krakowie. Byłam ciekawa jak to będzie i… rzeczywistość przerosła najśmielsze oczekiwania… Pojawiła się piękna plaża i jeszcze cudniejsze ciepłe morze o niespotykanym kolorze; ogarnął mnie spokój i kojące ciepło. Szłam plażą, a moje stopy obmywały ciepłe fale. Nagle wyłoniły się ośnieżone szczyty gór. Poruszałam się szybkim miarowym krokiem, wtem wzbiłam się w powietrze i znalazłam się na szczycie ośnieżonego wzniesienia. Pomimo że stopami dotykałam śniegu, nie czułam zimna. Otaczała mnie jak kokon świetlista złota energia. Ta energia, pełna miłości i dobroci, zaczęła mnie wypełniać, całe zmęczenie zaczęło znikać, a mnie zaczęło być lekko i błogo. Kiedy masaż się zakończył, poczułam się jak nowo narodzona istota, spokojna, radosna, pełna energii i gotowa do kolejnych wyzwań.

To było piękne oczyszczenie i harmonizacja. Niezwykłe uczucie dotyku prądem w postaci drgań przechodzących z Twoich dłoni na moje ciało (głównie podczas masowania pleców i dłoni). W ciągu masażu cały mój niepokój, negatywne emocje i skumulowany w ciele ból tak jakby zbierały się w jednym miejscu, a kiedy położyłaś mi dłonie na mostku i chwilę trzymałaś, czułam ciepło i zwiększające się napięcie, które w pewnym momencie całkowicie puściło. Poczułam ulgę. Później był już tylko spokój, a wszelkie „zakłócenia” zniknęły. Swobodny przepływ energii. Świat stał się piękniejszy.

Peloha była dla mnie prezentem, wyjątkowym, bo jak się okazało, podarowanym w najlepszym dla mnie momencie, prezentem przede wszystkim od Losu.
Każda sekunda masażu przynosiła inne doznania, ale Dorota doskonale wiedziała, czego najbardziej w danej chwili potrzebuję… nie wiem jak ona to odczuwała, ale odczuwała idealnie… Było delikatnie i jednocześnie mocno energetyzująco… Bez obietnicy uleczenia moich migren, ale pozostało mi wierzyć, że odeszły w zapomnienie.
Wróciłam zrelaksowana, pozytywnie naładowana i z błogim spokojem.

Na masaż u Doroty zdecydowałam się za namową znajomej. Jej relacja zachęciła mnie na tyle, że postanowiłam zawalczyć z moją awersją do dotyku innych osób. Bo nie lubię być dotykana i dotychczas nie korzystałam z masaży, zabiegów kosmetycznych itepe.
Rozebrana do rosołu, czekałam na wykonanie wyroku i przygotowywałam się, że zaraz zeskoczę z łóżka, otrzepię się jak pies z wody i ucieknę.
I… nic się nie stało. Godzinka zabiegu minęła nie wiadomo kiedy, a ja nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Dorota pewną ręką przeprowadziła mnie przez wąską kładkę nad wąwozem z moimi strachami.
Strachy jeszcze gdzieś tam się czają, ale ten pierwszy krok był mi bardzo potrzebny.

 

Kurs masażu PeLoHa można zrobić tutaj: http://www.peloha.pl/ i tutaj: http://www.masazpeloha.pl/

PS. Na zdjęciu wyróżniającym wpis siedzę sobie z Alanem Earle – twórcą masażu PeLoHa i jego żoną Mary.


  • 11
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 11
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *